Dlaczego on jest geniuszem?

rozwój mózgu, szybkie czytanie No Comments

Dlaczego jedna osoba, która nagle traci pracę, potrafi natychmiast zmienić swój zawód i błyskawicznie nauczyć się czegoś nowego, a ktoś inny tkwi w marazmie miesiącami? Na czyim miejscu wolałbyś się znaleźć?

 

Czy zauważyłeś, że dziś już nikt się nie zastanawia, czy się uczyć czy nie, tylko jak to zrobić szybciej, lepiej i skuteczniej?

 

“Przygotowanie do nauki jest najbardziej niedocenianym elementem procesu zdobywania wiedzy. Przecież zanim zacznie się malować surowe drewno, trzeba je najpierw zagruntować, wygładzić i przygotować; zanim zacznie się malować obraz, trzeba najpierw zagruntować płótno. Jeżeli tego nie zrobimy farba nie będzie się trzymać. Odpadnie szybko.

Tak samo jest z uczeniem się. “Musimy być “zagruntowani” przed nauką, bo inaczej to, czego się uczymy nie utkwi nam w pamięci. Spłynie po nas jak woda po kaczce. Właśnie dlatego większa część konwencjonalnego nauczania jest wyrzucaniem pieniędzy i stratą czasu.” B.Lucas

Po wielu latach studiowania najnowszych, rewolucyjnych odkryć w dziedzinach związanych z mechanizmami funkcjonowania osobowości, wreszcie odnaleziono klucz, jakim posługują się ludzie, którym nauka przychodzi szybko, i którzy bez trudu osiągają to, czego chcą. Wierz mi, są tacy ludzie. Pozbyli się błędnego pojęcia, że nauka to kucie. Zatrudnili do zdobywania wiedzy swoje dwie półkule mózgowe odnajdując niewyczerpane pokłady swoich możliwości. Nie marnują czasu, szybko czytają i uczą się kreatywnie a Ty możesz znaleźć się w ich gronie. To tylko kwestia Twojej decyzji :)

Dysleksja i Szybkie Czytanie- wywiad z Jackiem Kuroniem

szybkie czytanie No Comments

Gazeta Stołeczna nr 20, wydanie waw z dnia 25/01/2000 , str. 11

Iwona Dudzik: Kiedy dowiedział się Pan, że jest dyslektykiem?

Jacek Kuroń: Objawy zaczęły się w szkole, ale jeszcze wtedy nie umiałem ich nazwać. Na czym polega moje upośledzenie, dowiedziałem się dopiero jako dorosły człowiek. Najgorzej było na początku szkoły. Pisałem kulfonami, robiłem przy tym mnóstwo błędów ortograficznych. Kiedy doszedłem do wniosku, że nigdy nie nauczę się poprawnie pisać, wszystkie siły skoncentrowałem na ukryciu moich braków.

I udało się?

- Szkołę oszukałem znakomicie. Nie mogłem nauczycielom pokazać zeszytu, więc znajdowałem wymówki: a to, że go zapomniałem, a to właśnie założyłem nowy. Dyktand nie pisałem. Szczęśliwie dość wcześnie, w wieku pięciu lat, nauczyłem się czytać. Była to zasługa mojej mamy. Zabierała mnie do parku i czytała mi “Potop”. Kiedy doszła do miejsca, gdzie Kmicic podchodzi pod Częstochowę i podsłuchuje rozmowę Wrzeszczowicza z Lisolą, zamknęła książkę i powiedziała: chcesz poznać dalszy ciąg, musisz nauczyć się czytać. Sięgnąłem po elementarz, z którego nauczyłem się liter. Kłopot w tym, że nie potrafiłem zestawić ich w słowa, a potem w zdania. Wypracowałem więc własną technikę czytania akapitami. Teraz wiem, że podobną metodę stosują Amerykanie i nazywają ją techniką czytania blokowego. (obecnie zwaną szybkim czytaniem).

Czyli uniknął Pan szkolnych kłopotów?

- Niestety nie. W trzeciej klasie nauczyciel krzyczał, że jestem niedorozwinięty, bo nie umiałem postawić prostej kreski od linijki. Powodem była niesprawność manualna, trzymałem rękę pod złym kątem. Także złożenie z kartonu równoległościanu było dla mnie sztuką niemożliwą do wykonania.

Czy szukał Pan pomocy nauczycieli?

- Szybko przekonałem się, że mnie nie rozumieją i jeśli im zaufam, to przegram. Zresztą sam sobie nie umiałem wyjaśnić, co mi jest, ani tego nazwać, tym bardziej nie chciałem, by ktokolwiek się o tym dowiedział. W rezultacie ani nauczyciele, ani rodzice nie mieli pojęcia o mojej przypadłości. Uważali, że jestem zdolny, ale leń.

Czy to spowodowało Pana nienawiść do szkoły?

- Absolutną. Byłem w trzech okropnych miejscach: w wojsku, więzieniu i szkole. Jakby mnie zapytali, gdzie chcesz wrócić, to wybrałbym więzienie. Gdyby nie dało się do więzienia, poszedłbym do wojska. Gdyby nie dało się do wojska, to trudno, ale do szkoły bym nie poszedł. Do dziś miewam koszmarne sny, że wołają mnie do tablicy.

Zdawał Pan z klasy do klasy?

- Miałem z tym kłopoty. Pierwszą i drugą klasę udało mi się obejść. W czwartej klasie zaskoczyłem nauczycieli liczbą przeczytanych książek. Właśnie wtedy zaczął się mechanizm: w nagrodę za pewne sukcesy, nauczyciele przymykali oko na niedoskonałości. Mimo to z klasy 9 do 10 przeszedłem z trudem i to pod warunkiem, że zmienię szkołę. Czytałem świetnie akapitami i namawiam wszystkich do poznania technik Szybkiego Czytania.

Sytuacja zmieniła się w klasach 10 i 11. Miałem szczęście, że trafiłem do szkoły przy Barcickiej prof. Zosi Ringmanowej, gdzie profesorowie starali się zrozumieć moje kłopoty. Nie przyswajałem dźwięków, których nie rozumiałem, więc nie mogłem nauczyć się języków obcych. Jedna z profesorek uparła się, żebym nauczył się jednego łacińskiego wiersza. Przepytywała mnie z niego na każdej lekcji i za każdym razem dawała niedostateczny. W końcu kazała mi uczyć się przy niej. Opanowałem tylko pierwsze trzy słowa: “Aurela prima est”. Dopiero wtedy uwierzyła, że rzeczywiście coś jest nie tak.

A egzaminy?

- Po maturze z polskiego pani dyrektor poprosiła mnie na bok i powiedziała: w historii naszej szkoły nie mieliśmy tak dojrzałej pracy maturalnej. Ale też nie mieliśmy pracy z tyloma błędami ortograficznymi. Po namyśle postanowili zaliczyć mi maturę, a pracę spalić. Jednak już na Uniwersytecie nie miałem żadnych problemów. Wyszedłem na ścisłą czołówkę. Skończyłem studia, obroniłem pracę magisterską. Pochłaniałem ogromne ilości tekstów i informacji.

A jak radzi sobie Pan dzisiaj?

- Do dziś nie nauczyłem się ortografii ani żadnego języka. Jestem kiepski w tabliczce mnożenia, zwłaszcza na siedem. Nie umiem czytać liter. Dlatego, gdy pracowałem w redakcji “Na przełaj”, byłem zwolniony z korekty. Nie potrafiłbym znaleźć literówek. Do dziś podpisuję się za każdym razem inaczej. Bank musiał mnie polubić razem z moimi podpisami, a w mojej fundacji do składania podpisów upoważniłem jeszcze dwie osoby: wiceprezesa i głównego księgowego.

Czy jako minister czytał Pan dokumenty i przeliczał np. budżet?

- Im wyższe stanowisko, tym łatwiej żyć dyslektykowi, bo większość drobnych prac wykonują inni. Pewnie nie byłoby gorzej, a może nawet byłoby lepiej, gdyby ministrami i premierami zostawali właśnie dyslektycy.

Czy to, że poznał Pan przyczynę kłopotów, coś zmieniło?

- Dla mnie największym problemem był psychiczny ciężar: dlaczego jestem gorszy? Próbowałem sobie to tak wyjaśnić, że jestem geniuszem, lecz współcześni mnie nie rozumieją.

Dopiero gdy przeczytałem książkę prof. Haliny Spionek “Zaburzenia psychoruchowe rozwoju dziecka”, nagle odnalazłem siebie. Dowiedziałem się, że mam zaburzenia analizatorów wzrokowego, słuchowego, nadpobudliwość ruchową i niesprawność manualną. Dwie z czterech wystarczyłyby, by nie skończyć trzeciej klasy szkoły podstawowej. Myślę, że gdybym wiedział to wcześniej, psychicznie czułbym się lepiej.

ROZMAWIAŁA IWONA DUDZIK

Czytać w autobusie?? na siedząco czy na leżąco?? Pogromcy mitów o czytaniu

szybkie czytanie No Comments

Mit 1. Czytanie w środkach komunikacji.


Twierdzenie, że czytanie np. w autobusie jest męczące i szkodliwe jest jednym z mitów dotyczących higieny czytania. Mówi się, że wibracje towarzyszące jeździe środkami komunikacyjnymi obniżają szybkość czytania o 14%. Jednakże wiele osób dojeżdżając do pracy lub szkoły wykorzystuje ten czas na czytanie z dobrym skutkiem. Na początku rzeczywiście efektywność czytania maleje. Wibracje mogą powodować zamazywanie się tekstu, ale po pewnym czasie oko i mózg przystosowują się do warunków czytania. O efektywności czytania podczas jazdy decyduje rozluźnienie oczu.
Dr William Bates, światowy autorytet w dziedzinie metod poprawy wzroku, tak oto opisuje powyższy problem. czytaj więcej…

Czy szybkie czytanie może być lekarstwem dla dyslektyków?

szybkie czytanie 2 Comments

Od wczesnego dzieciństwa uczymy się czytania literka po literce a potem wyraz po wyrazie. Zatrzymujemy oczy odrębnie na kazdym wyrazie w zdaniu i czytamy pojedyncze wyrazy układając je w zdanie i tak czytamy już do końca życia, co dla dyslektyka jest bardzo trudne. Dyslektyk nie myśli jak większość ludzi werbalnie (tzn. za pomocą słów), lecz przy pomocy trójwymiarowych obrazów oraz zmysłów. Podczas czytania dyslektyk napotyka niestety na trudności, ponieważ nie wszystkie elementy języka można zobrazować lub poczuć przy pomocy zmysłów. Słowa, które oznaczają realnie istniejące przedmioty nie sprawiają im kłopotu. Natomiast nie są w stanie myśleć słowami (słowa pułapki), których znaczenia nie są w stanie zobrazować. Można „zobaczyć” w myślach rzeczowniki (np. pióro, książka, pies, dziecko), a także czasowniki (spać, jeść, jechać), ale jak wyobrazić sobie niektóre przyimki („o”, „po”, „u”), przysłówki („wcale”, nigdy”) lub zaimki
(„ten”, „ta”, „to”) czy niektóre czasowniki (mieć, być)? czy łączniki albo tak zwane wypełniacze (”lub” “kiedy” “takie” …)

Są to dla dyslektyka tw. słowa-pułapki, które sprawiają, że tworzący się w myślach obraz czytanego zdania staje się niespójny. Prowadzi to do zaburzenia treści, a dalsze usiłowania zrozumienia czytanego zdania i związana z tym ogromna koncentracja powodują uczucie zagubienia i w efekcie dezorientację. Dlatego też aby tekst był spójny dla dyslektyka, powinien on czytać po kilka wyrazów jednocześnie (czyli zatrzymywać wzrok na kilku wyrazach tworzących jedną spójną informację) a nawet czytać całymi zdaniami lub całymi wersami :) Co jest podstawą “szybkiego czytania”.

Sławni dyslektycy to m.in.:

  • Albert Einstein
  • Leonardo da Vinci
  • Winston Churchill
  • Aleksander Bell
  • Henry Ford
  • Nelson Rockefeller
  • Hans Christian Andersen
  • Walt Disney
  • Cher
  • Tom Cruise
  • Whoopi Goldberg
  • Danny Glover

Poniżej fragment wywiadu z Jackiem  Kuroniem, który ukazał się 21 stycznia 2001 roku w Gazecie Stołecznej.

-Kiedy dowiedział się Pan, że jest dyslektykiem?

Jacek Kuroń: -Objawy zaczęły się w szkole, ale jeszcze wtedy nie umiałem ich nazwać. Na czym polega moje upośledzenie, dowiedziałem się dopiero jako dorosły człowiek. Najgorzej było na początku szkoły. Pisałem kulfonami, robiłem przy tym mnóstwo błędów ortograficznych. Kiedy doszedłem do wniosku, że nigdy nie nauczę się poprawnie pisać, wszystkie siły skoncentrowałem na ukryciu moich braków.

-I udało się?

- Szkołę oszukałem znakomicie. Nie mogłem nauczycielom pokazać zeszytu, więc znajdowałem wymówki: a to, że go zapomniałem, a to właśnie założyłem nowy. Dyktand nie pisałem. Szczęśliwie dość wcześnie, w wieku pięciu lat, nauczyłem się czytać. Była to zasługa mojej mamy. Zabierała mnie do parku i czytała mi “Potop”. Kiedy doszła do miejsca, gdzie Kmicic podchodzi pod Częstochowę i podsłuchuje rozmowę Wrzeszczowicza z Lisolą, zamknęła książkę i powiedziała: chcesz poznać dalszy ciąg, musisz nauczyć się czytać. Sięgnąłem po elementarz, z którego nauczyłem się liter. Kłopot w tym, że nie potrafiłem zestawić ich w słowa, a potem w zdania. Wypracowałem więc własną technikę czytania akapitami. Teraz wiem, że podobną metodę stosują Amerykanie i nazywają ją techniką czytania blokowego.

czytaj więcej…

Jak żonglowanie wpływa na rozwój mózgu

rozwój mózgu 2 Comments

Żonglowanie uważamy za cyrkową sztuczkę. Tymczasem systematyczne trenowanie tej umiejętności rozwija mózg i zdolność koncentracji, poprawia koordynację, pozwala utrzymać właściwą postawę ciała.
Gdy pijemy herbatę, wkładamy buty czy zbiegamy po schodach, nie zastanawiamy się nad tym, jak bardzo skomplikowane ruchy wykonuje wówczas nasze ciało. Precyzją i finezją ruchów zachwycamy się dopiero wtedy, gdy oglądamy pokazy mistrzów jazdy figurowej na lodzie lub występy akrobatów czy żonglerów. Ich umiejętności wydają nam się wręcz niedostępne dla zwykłych ludzi.
Tymczasem okazuje się, że może je opanować właściwie każdy. Co więcej, badania neuropsychologiczne ujawniły nieznane dotąd korzyści płynące z tak pozornie dziwnych i niepotrzebnych czynności, jak żonglowanie.


Niezwykłe odkrycie

Kierowany przez Bogdana Draganskiego zespół naukowców z Uniwersytetu w Ratyzbonie przeprowadził eksperyment, którego rezultaty odbiły się głośnym echem w świecie neuronauki. Uczeni podzielili badanych na dwie grupy.szybkie czytanie
Pierwsza miała opanować w ciągu trzech miesięcy sztukę żonglowania przez co najmniej minutę trzema piłeczkami. Druga grupa nie przechodziła takiego treningu.
Za pomocą rezonansu magnetycznego uczeni systematycznie porównywali struktury mózgów osób z obu grup – szukali zmian w tkance mózgowej powstałych pod wpływem regularnego treningu żonglowania. Po trzech miesiącach zauważyli, że w mózgach osób żonglujących nastąpił przyrost tkanki mózgowej w okolicach lewej tylnej kory ciemieniowej i obustronny przyrost w okolicach środkowo-skroniowych. Obszary te specjalizują się między innymi w przetwarzaniu i magazynowaniu informacji o tym, jak zauważamy i przewidujemy ruch obiektów.
Otrzymany wynik jest interesujący z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze, świadczy o tym, że rozwój mózgu jest możliwy nie tylko w dzieciństwie, lecz także w późniejszym okresie życia. Po drugie, pozornie nieistotne ćwiczenia, takie jak żonglowanie trzema piłeczkami, mogą rozwijać tkankę mózgu w sposób podobny do tego, w jaki podnoszenie sztangi rozwija mięśnie. Łatwo się domyślić, że ta obserwacja ma niezwykłe znaczenie dla możliwości rehabilitacji i rekonstrukcji komórek mózgowych po uszkodzeniach mózgu w następstwie nieszczęśliwych wypadków lub chorób.
 

Wyścig szczurów i mózgowy hokus-pokus
Dane uzyskane przez Draganskiego i jego współpracowników potwierdzają wyniki wcześniejszych badań nad związkiem między różnicami w zachowaniach zwierząt a rozwojem ich mózgów. Marian Diamond z University of California wykazała, że szczury, które mieszkały w klatkach wypełnionych półkami, schodkami i kółkami do biegania, miały gęstszą sieć połączeń między komórkami nerwowymi w korze wzrokowej niż szczury przetrzymywane w klatkach pustych. Z kolei Carl Cartman, również badacz z University of California, odkrył, że mózgi szczurów biegających w kółkach do ćwiczeń produkują więcej neurotrofin, czyli substancji stymulujących zmiany wielkości komórek nerwowych i połączeń między neuronami. To kolejny dowód na to, że im bogatsze doświadczenia, tym bardziej sprzyjają rozwojowi mózgu.Mózgowa architektura żonglowania
W eksperymencie Draganskiego zmieniały się obszary tzw. zaawansowanego przetwarzania percepcyjnego, czyli dostrzegania i przewidywania ruchu obiektów. Trzymiesięczny trening pobudził rozwój w tych okolicach mózgu, które są odpowiedzialne za opracowanie dokładnej mapy przestrzenno-ruchowej dla wykonywanego zadania. Ale to tylko fragment aktywności mózgowej w trakcie żonglowania. O tym, jak skomplikowana jest to czynność, świadczy liczba obszarów mózgowia zaangażowanych w jej wykonanie.
Chcąc płynnie skoordynować ruch piłeczek w powietrzu, mózg musi najpierw zaplanować ułożenie rąk, pozycję głowy i ciała. Za te funkcje odpowiedzialna jest kora przedczołowa. To właśnie tu tworzy się plan działania i tutaj odbywa się nadzorowanie żonglowania. Jest to możliwe dzięki syntezie danych spostrzeżeniowych i informacji o stanie ciała. Utworzony plan ruchów dociera do kory przedruchowej. Ten obszar odpowiada między innymi za rozpoczęcie syntezy wszystkich informacji niezbędnych do wykonania czynności. Podobnie jak w przypadku gry na fortepianie czy jedzenia hamburgera, utrzymanie trzech piłeczek w powietrzu wymaga wykonania złożonej sekwencji ruchów. Procesem jej budowania zarządza tzw. dodatkowa kora ruchowa. Następnie na scenę wkracza właściwy „żongler”, czyli kora motoryczna. To dzięki niej można popisać się sztuczką. Ważne role pomocnicze w tym procesie odgrywają zwoje podstawy mózgu i móżdżek. Główna funkcja zwojów podstawy polega na kontroli tworzenia sekwencji ruchów żonglerskich. Natomiast móżdżek pozwala utrzymać równowagę podczas żonglowania, kontrolować ruchy gałek ocznych, programować porządek ruchów i zautomatyzować początkowo trudną i wymagającą wielu ćwiczeń czynność. Gdyby móżdżek został uszkodzony, wówczas może się pojawić wyraźne opóźnienie chwytania piłeczek, związane z trudnością przerzucania uwagi wzrokowej z jednej piłeczki na drugą. Całości mózgowej układanki dopełniają pień mózgu i rdzeń kręgowy. Obszary te odpowiadają za kontrolę pracy mięśni biorących udział w żonglowaniu, utrzymanie napięcia mięśniowego i właściwej postawy.
 

Żonglowanie dla każdego
Badania psychologiczne dostarczają dowodów na to, że żonglowanie sprzyja rozwojowi koordynacji wzrokowo-ruchowej, poczucia rytmu, refleksu, a także zdolności utrzymania równowagi i właściwej postawy ciała. Nie dziwi zatem fakt, że coraz częściej psychologowie i pedagodzy zalecają je przy leczeniuszybkie czytanie wielu zaburzeń. Na przykład w brytyjskim centrum leczenia dysleksji w Kenilworth wprowadzono ćwiczenia terapeutyczne polegające na łapaniu piłeczek, żonglowaniu i utrzymywaniu równowagi na „rola-bola”, czyli desce położonej na leżącym walcu. Badania przeprowadzone przez Carole Smith, amerykańską specjalistkę od wychowania fizycznego, sugerują, że ćwiczenie żonglowania – dzięki związanej z nim poprawie koordynacji wzrokowo-ruchowej – usprawnia umiejętność szybkiego czytania.


Żonglowanie staje się także coraz bardziej popularne wśród ludzi dorosłych zainteresowanych rozwojem własnych możliwości. Od początku lat 80. dwudziestego wieku uczą się go menedżerowie i pracownicy firm w ramach seminariów i warsztatów poświęconych rozwojowi osobistemu, zarządzaniu czasem czy realizacji projektów. W wielu instytucjach, takich jak Bell Labs, Microsoft, Apple Corporation czy Massachusetts Institute of Technology, tworzy się kluby żonglerskie. Coraz częściej także umiejętność żonglowania zaliczana jest do obowiązkowych kompetencji kadry kierowniczej.
Warto zwrócić uwagę, że w języku angielskim słowo „żonglować” (juggling) określa umiejętność radzenia sobie z wieloma sprawami naraz. Podrzucanie kilku piłeczek jest zatem doskonałą metaforą równoczesnej realizacji różnych projektów. Tak jak dołączenie każdej kolejnej piłeczki wymaga reorganizacji całej sekwencji ruchów, tak wprowadzenie nowych obowiązków zmusza do dokonania zmian w dotychczasowym planie działania.
Żonglowanie okazało się też skuteczną formą redukcji stresu. Wprowadza w stan tzw. zrelaksowanej koncentracji, podczas której umysł i ciało są jednocześnie aktywne i spokojne. Wartość żonglowania docenia coraz większa liczba lekarzy i terapeutów. O. Carl Simonton, lekarz i psychoonkolog, w jednym z amerykańskich szpitali wprowadził żonglowanie jako sposób relaksacji pacjentów. Uważa je za doskonałą formę terapii, która uczy, jak nie zaprzątać sobie myśli niepotrzebnymi sprawami.


6 powodów, dzięki którym warsztaty ”Szybkiego czytania i Technik pamięciowych” mogą pozytywnie odmienić Twoje życie

szybkie czytanie No Comments
1. Nauczysz się czytać co najmniej 1500 słów na minutę w czasie 6 tygodni, ciesząc się przy tym zrozumieniem tekstu.
2. Dostaniesz instrukcję- krok po kroku - co robić, żeby zacząć czytać i uczyć się tak szybko, jak tylko potrafisz.
3. Nauczysz się, jak wykorzystywać przekazaną wiedzę w praktyce, tak aby była to dla Ciebie jednocześnie dobra zabawa, połączona z licznymi i ciekawymi ćwiczeniami otwierająca nową drogę rozwoju.
4. Nabierzesz wprawy i doświadczenia w korzystaniu z nowych umiejętności i już w trakcie warsztatów będziesz mógł wykorzystać je w praktyce.
5. Doświadczony trener poświęci Ci swój czas i własne doświadczenia korygując bezpośrednio Twoje indywidualne błędy, dzięki czemu szybkie czytanie stanie się dla Ciebie rzeczywistością, nie da Ci tego żaden uniwersalny podręcznik, bo każdy z Nas jest inny!!!
6. Nauczysz się systematyczności i planowania swojej nauki, pokonasz swoje słabości i rozpoczniesz fascynującą drogę w rozwijaniu najwspanialszego cudu świata- własnego umysłu!!!


Zapisz się do darmowej subskrypcji i otrzymaj bezpłatny poradnik
jak zabrać się do szybkiego czytania

Zgadzam się z Polityką Prywatności